– Pracownik ma być przede wszystkim młody i dynamiczny – takie przeświadczenie jeszcze do niedawna panowało w polskich firmach. Ale z najnowszych badań wynika, że to się mocno zmienia. Dlaczego firmy chcą znowu zatrudniać dojrzalsze osoby? Chodzi nie tylko o to, że mają duże doświadczenie.

Z ostatnich badań firmy Work Service wynika, że 86 procent firm zatrudnia pracowników w wieku powyższej 50 lat. To zaskakujące, bo to aż o 10 punktów procentowych więcej niż rok temu. Mało tego, aż 27 procent pracodawców zamierza zatrudnić jeszcze więcej pracowników po pięćdziesiątce. Skąd więc to się bierze, tym bardziej że przez ostatnie lata firmy wyraźnie faworyzowały młodsze osoby, które uważały za bardziej dynamiczne i elastyczne?

Rynek coraz bardziej sprzyja dojrzałym

Pierwsze wytłumaczenie jest dość banalne – po prostu sytuacja na polskim rynku pracy jest bardzo dobra, więc znajduje się więcej etatów dla dojrzałych osób. Jednak warto zauważyć, że bezrobocie w dojrzalszych grupach wiekowych jest wyjątkowo niskie – w przedziale wiekowym 55–64 jedynie 4 procent osób pozostaje bez pracy. Nietrudno więc zauważyć, że miejsc pracy dla osób 50+ przybywa wyjątkowo szybko. Wynika to po części z tego, że dla pracodawców coraz bardziej liczy się doświadczenie – na ten powód wskazuje ponad 30 procent firm, rekrutujących takich pracowników. Ale wskazują oni też, że dojrzalsi pracownicy są zdecydowanie bardziej dyspozycyjni, zaangażowani i rzadziej zmieniają miejsca pracy. Pracodawcy zauważają też, że takie osoby tworzą dobrą atmosferę w firmie. Dodatkowo, długo pokutowało wśród pracodawców przeświadczenie, że dojrzali pracownicy mają złe nawyki, sięgające jeszcze poprzedniego systemu. Ale w końcu współcześni 50-latkowie większość kariery zawodowej spędzili już w kapitalistycznej Polsce, więc doskonale potrafią się wpasować w zmieniające się warunki.

Pracodawcy zmęczeni „millenialsami”?

Są oczywiście też powody, o których pracodawcy mniej chętnie mówią, przyjmując pracowników 50+. Jak wiadomo, w wielu branżach po prostu brakuje potencjalnych młodych pracowników. Część wyemigrowała, a część po prostu nie chce robić kariery w korporacjach. Jak wiadomo, pokolenie końca lat 80. oraz 90., czyli inaczej „millenialsi”, stanowi spore wyzwanie dla współczesnego szefa i pracodawcy. Młodzi pracownicy mają inny system wartości niż 50-latkowie, mają spore oczekiwania i mniej pokory wobec przełożonych. Część firm potrafi sobie świetnie z tym radzić, organizując na przykład niebanalne systemy motywacyjne albo rezygnując ze sztywnej hierarchii. Jednak sporo szefów jest zwyczajnie bezradna wobec „millenialsów” – ich oczekiwań i ich wizji pracy. Wobec tego tacy pracodawcy coraz częściej stawiają na dojrzalsze osoby. Ich pracodawcy, kierownicy i HR-owcy doskonale znają i wiedzą jak ich motywować. Dlatego coraz bardziej otwarte są na nich niemal wszystkie branże. To powinno cieszyć – w końcu doświadczenie, zarówno życiowe, jak i zawodowe, powinno być cenione przez rynek pracy. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że dojrzały pracownik nie będzie traktowany jedynie jako alternatywa dla tego młodego. Każda szanująca się firma przecież i tak musi się stać atrakcyjnym miejscem pracy zarówno dla „millenialsów”, jak i pokolenia 50+.